Tuesday, April 7, 2015

Gibraltar&Granada

W kolejnych dniach naszego pobytu w Hiszpanii pogoda niestety nie dopisywała. Przygotowałam się bardziej na leżenie na plaży niż chodzenie w kurtce i chowanie się przed deszczem. Postanowiliśmy wynająć samochód i objechać pobliskie miasta. 
Pierwszym naszym celem był Gibraltar, czyli zapewne znane wszystkim głównie ze względów historycznych portowe miasto należące do terytorium Wielkiej Brytanii. Nigdy wcześniej nie byłam w Anglii,dlatego też zawsze chciałam zobaczyć czerwone budki telefoniczne, czy też trolejbusy, które są wizytówką tego kraju. 
Nie chodziliśmy po muzeach, ani nie zwiedzaliśmy zabytków. Kierowaliśmy się do miejsca o nazwie 'europa point', będącego najdalej wysuniętym na południe punktem Gibraltaru, skąd nawet przy kiepskiej pogodzie można dopatrzeć się brzegów 'czarnego lądu', gdzie znajduje się jeden z niewielu polskich akcentów w Hiszpanii, czyli pomnik Gen. Sikorskiego. Po drodze zatrzymywaliśmy się w ciekawych dla nas miejscach z przepięknymi widokami i robiliśmy zdjęcia. 
Słyszałam o wielu dziwnych lotniskach, lecz to mieszczące się na brytyjskim półwyspie z pewnością się do nich zalicza, ponieważ przechodzi przez miasto, a samoloty w pewnym sensie włączone są w ruch miejski. Żeby w jakikolwiek sposób przedostać się do Gibraltaru trzeba przejść lub przejechać przez pas startowy. Oczywiście na czas lądowania lub startu samolotu ruch uliczny zostaje wstrzymany, a wszyscy są zmuszeni czekać. 
Wracając do Malagi przejeżdżaliśmy wybrzeżem, gdzie mijaliśmy "opuszczone" albo nieużytkowane poza sezonem kurorty, które w okresie letnim tętnią życiem i są przepełnione turystami. 
Jako ciekawostkę mogę Wam powiedzieć, że tak jak w Polsce na ulicach możemy spotkać bezpańskie koty, czasem psy, to tylko w Gibraltarze dla nikogo nie jest zaskoczeniem spotkać małpę, a nawet całe ich rodziny, stada. ( na zdj 3)

Kolejnego dnia wybraliśmy się w podróż do Granady. Z uwagi na brzydką pogodę mieliśmy zamiar jechać autostradą,ale po wielu namowach ustaliliśmy- Jedziemy przez góry Sierra Nevada i nie żałowaliśmy. Widoki były przepiękne,a po drodze mijaliśmy malutkie wsie i miasteczka, a także różnego rodzaju pola uprawne z drzewami oliwnymi, czy winnice. 
W trakcie zjeżdżania z góry naszą uwagę zwróciło mieszczące się w oddali jezioro, na które patrzyliśmy z niedowierzaniem, bo kolor wody był błękitny. Na zdjęciach tego za bardzo nie widać, ale uwierzcie mi na słowo ;-)
Po wielu godzinach drogi wiodącej przez góry dotarliśmy do celu, jakim była Granada. Jeden dzień, a właściwie kilka godzin nie wystarczyło na zobaczenie tego pięknego miasta,gdzie starożytne i średniowieczne budowle łączą się z nowoczesnymi, szklanymi biurowcami, a na każdym kroku można zobaczyć arabskie ornamenty.
Po dotarciu do Granady pokierowaliśmy się w stronę świątyni Alhambry, będącej zabytkiem arabskiego budownictwa w Europie. Jest ponoć miejscem kultu i pielgrzymek, a mieści się na wzgórzu, z którego rozciąga się przepiękny widok na miasto i Sierra Nevada. Poza tym oglądaliśmy jeszcze dość dużą starówkę, która nie różni się niczym od innych hiszpańskich. 
To tyle na dzisiaj. Za tydzień kolejny podróżniczy post, a co w nim będzie to już niespodzianka ;-)